«

We Wronkach znowu bez punktów

Mecz przełożony na środę, bowiem w pierwotnym terminie grała reprezentacja Polski i to powodowało, że rezerwy ekstraklasowego Lecha jako gospodarz mogły przenieść spotkanie na inny termin. We Wronkach na wyjeździe byliśmy już dwa razy na meczu z „drugim” składem Lecha, ale pierwszy raz organizowaliśmy w końcu zbiorowy wyjazd autokarem.

Na sektorze gości pojawiliśmy się w 4 dyszki (w tym 2 osoby z Sompolna – dzięki!), z kilkunastominutowym opóźnieniem. Na płocie zawisły 3 nasze flagi. Doping momentami bardzo głośny, w czym z pewnością pomagała akustyka pustego stadionu. Miejscowych widzów było tyle, co średnio na kobiecym Medyku w Koninie, czyli raptem kilkanaście osób. A pomyśleć, że jeszcze kilkanaście lat temu stadion dawnej Amiki był areną „wielkiej piłki” z Ekstraklasy a nawet Europy. Przypominały o tym święcące jupitery (mecz o g.18.00), które w połączeniu z opustoszałymi trybunami i przerośniętym na dzisiejsze czasy zapleczem przy stadionie, tworzyły klimat upadłego futbolu, znanego dawniej z wielkich pieniędzy miejscowego producenta kuchenek. Przypomniał o tym też nasz okrzyk o Pucharze Polski sprzed 20 lat (finał w 1998), kiedy to sławny później na całą Polskę niejaki Fryzjer zwyczajnie okradł nas z największego trofeum w historii konińskiego klubu.

W trakcie meczu odpalone zostało trochę pirotechniki. Piłkarsko bez szału, nasi zawodnicy przegrali 0-3, a sędziemu zebrało się wokalnie za karnego dla gospodarzy. Po spotkaniu mieliśmy okazję pozwiedzać trochę Wronki, docierając z pozdrowieniami pod miejscowy kryminał, w którym przebywają nasze ziomki (PDW!).

Lech II Poznań - Górnik Konin (sezon 2018/19)

Lech II Poznań - Górnik Konin (sezon 2018/19)

fot. MT